Witajcie
to sprawdzanie i zaglądanie w siebie, o którym wspominałem ostatnio, wcale nie było takie bardzo romantyczne ani łatwe... chyba zawsze tak jest, ale tym razem stało się coś dużo więcej... mocniej... poważniej
W tej mojej podróży i walce o życie myślałem, że ciągle jest Bóg - w sensie osobowo i moje "układy" z Nim są OK... Myliłem się. Zupełnie nie było OK. To dlatego myśląc, że kończę "wojnę" spojrzałem w serce i okazało się, że jest coś bardzo ale to bardzo ważnego z czym jeszcze nie stoczyłem wojny... czego nie oddałem i tak naprawdę okłamywałem samego siebie, że jest dobrze. To moja przeszłość i konsekwencje wyborów, które ważyły na tym co jest teraz. To uwikłanie w magie, gusła, relacje, własny bajzel itd. Okazało się, że mam do stoczenia jeszcze najważniejszą wojnę - tą duchową o wolność... No właśnie O to by być wolnym... By w wolności podejmować decyzje przed Nim - stając twarzą w twarz, a nie "przed Nim" - nim cokolwiek zdąży powiedzieć pokazać...
Pisząc krótko i zwięźle: Nawróciłem się Tak na poważnie Bez odwrotu i bez półprawd i półśrodków
Trudno jest dorosłemu trzydziestoparoletniemu facetowi stanąć w prawdzie przed sobą i wypunktować gdzie się spieprzyło i znaleźć przyczyny owego stanu rzeczy - przechodziłem przez to podczas terapii kiedy składałem siebie do kupy i musiałem skonfrontować się z własnym ego... ale prawdziwym wyzwaniem okazało się stanięcie w prawdzie przed Bogiem. Ukorzenie się przed Nim. Przeanalizowanie całego życia i przyjęcie trudnej prawdy, że jestem niewolnikiem i że tylko On może mnie z tego pozbierać. Rezultatem tego była spowiedź generalna z całego życia, która trwała kilka godzin... najtrudniejsze godziny mojego życia, ale najpiękniejsze zarazem... żal... łzy... radość i śmiech... Wszystko razem, by stać się wolnym. I chociaż ta droga ku wolność jeszcze trwa, to idę nią z odwagą godną wojownika, nie tracąc z oczu celu tej wędrówki. Idę ze świadomością, że jest obok Ktoś, kto wskazuje drogę, żeby się znów nie zamotać i nie wpaść w bagno. To wiąże się też z zaufaniem i wyzbyciem się lęku... Postawieniem wszystkiego na Niego...
Tak więc stawiam ten kolejny krok z nadzieją... z odwagą
Nadchodzi Nowe
to sprawdzanie i zaglądanie w siebie, o którym wspominałem ostatnio, wcale nie było takie bardzo romantyczne ani łatwe... chyba zawsze tak jest, ale tym razem stało się coś dużo więcej... mocniej... poważniej
W tej mojej podróży i walce o życie myślałem, że ciągle jest Bóg - w sensie osobowo i moje "układy" z Nim są OK... Myliłem się. Zupełnie nie było OK. To dlatego myśląc, że kończę "wojnę" spojrzałem w serce i okazało się, że jest coś bardzo ale to bardzo ważnego z czym jeszcze nie stoczyłem wojny... czego nie oddałem i tak naprawdę okłamywałem samego siebie, że jest dobrze. To moja przeszłość i konsekwencje wyborów, które ważyły na tym co jest teraz. To uwikłanie w magie, gusła, relacje, własny bajzel itd. Okazało się, że mam do stoczenia jeszcze najważniejszą wojnę - tą duchową o wolność... No właśnie O to by być wolnym... By w wolności podejmować decyzje przed Nim - stając twarzą w twarz, a nie "przed Nim" - nim cokolwiek zdąży powiedzieć pokazać...
Pisząc krótko i zwięźle: Nawróciłem się Tak na poważnie Bez odwrotu i bez półprawd i półśrodków
Trudno jest dorosłemu trzydziestoparoletniemu facetowi stanąć w prawdzie przed sobą i wypunktować gdzie się spieprzyło i znaleźć przyczyny owego stanu rzeczy - przechodziłem przez to podczas terapii kiedy składałem siebie do kupy i musiałem skonfrontować się z własnym ego... ale prawdziwym wyzwaniem okazało się stanięcie w prawdzie przed Bogiem. Ukorzenie się przed Nim. Przeanalizowanie całego życia i przyjęcie trudnej prawdy, że jestem niewolnikiem i że tylko On może mnie z tego pozbierać. Rezultatem tego była spowiedź generalna z całego życia, która trwała kilka godzin... najtrudniejsze godziny mojego życia, ale najpiękniejsze zarazem... żal... łzy... radość i śmiech... Wszystko razem, by stać się wolnym. I chociaż ta droga ku wolność jeszcze trwa, to idę nią z odwagą godną wojownika, nie tracąc z oczu celu tej wędrówki. Idę ze świadomością, że jest obok Ktoś, kto wskazuje drogę, żeby się znów nie zamotać i nie wpaść w bagno. To wiąże się też z zaufaniem i wyzbyciem się lęku... Postawieniem wszystkiego na Niego...
Tak więc stawiam ten kolejny krok z nadzieją... z odwagą
Nadchodzi Nowe



