wtorek, 13 grudnia 2011

to co Nowe

Witajcie

to sprawdzanie i zaglądanie w siebie, o którym wspominałem ostatnio, wcale nie było takie bardzo romantyczne ani łatwe... chyba zawsze tak jest, ale tym razem stało się coś dużo więcej... mocniej... poważniej
W tej mojej podróży i walce o życie myślałem, że ciągle jest Bóg - w sensie osobowo i moje "układy" z Nim są OK... Myliłem się. Zupełnie nie było OK. To dlatego myśląc, że kończę "wojnę" spojrzałem w serce i okazało się, że jest coś bardzo ale to bardzo ważnego z czym jeszcze nie stoczyłem wojny... czego nie oddałem i tak naprawdę okłamywałem samego siebie, że jest dobrze. To moja przeszłość i konsekwencje wyborów, które ważyły na tym co jest teraz. To uwikłanie w magie, gusła, relacje, własny bajzel itd. Okazało się, że mam do stoczenia jeszcze najważniejszą wojnę - tą duchową o wolność... No właśnie O to by być wolnym... By w wolności podejmować decyzje przed Nim - stając twarzą w twarz, a nie "przed Nim" - nim cokolwiek zdąży powiedzieć pokazać...
Pisząc krótko i zwięźle: Nawróciłem się Tak na poważnie Bez odwrotu i bez półprawd i półśrodków
Trudno jest dorosłemu trzydziestoparoletniemu facetowi stanąć w prawdzie przed sobą i wypunktować gdzie się spieprzyło i znaleźć przyczyny owego stanu rzeczy - przechodziłem przez to podczas terapii kiedy składałem siebie do kupy i musiałem skonfrontować się z własnym ego... ale prawdziwym wyzwaniem okazało się stanięcie w prawdzie przed Bogiem. Ukorzenie się przed Nim. Przeanalizowanie całego życia i przyjęcie trudnej prawdy, że jestem niewolnikiem i że tylko On może mnie z tego pozbierać. Rezultatem tego była spowiedź generalna z całego życia, która trwała kilka godzin... najtrudniejsze godziny mojego życia, ale najpiękniejsze zarazem... żal... łzy... radość i śmiech... Wszystko razem, by stać się wolnym. I chociaż ta droga ku wolność jeszcze trwa, to idę nią z odwagą godną wojownika, nie tracąc z oczu celu tej wędrówki. Idę ze świadomością, że jest obok Ktoś, kto wskazuje drogę, żeby się znów nie zamotać i nie wpaść w bagno. To wiąże się też z zaufaniem i wyzbyciem się lęku... Postawieniem wszystkiego na Niego...
Tak więc stawiam ten kolejny krok z nadzieją... z odwagą

Nadchodzi Nowe

wtorek, 18 października 2011

po bardzo długiej przerwie....

witajcie
wiele czasu minęło od kiedy ostatnio tu byłem by podzielić się z Wami tym co ze mną i we mnie się dzieje i... nie żałuję, że mnie nie było, bo potrzebowałem tego czasu...
wiele osób, spraw, rzeczy zmieniło się... niektóre odeszły inne wróciły a jeszcze masa z nich jest zupełnie nowa
i pewnie ten blog stanie się inny choć nadal będzie miejscem, w którym można przyjść... siąść przy ognisku i poopowiadać o swoich walkach... posłuchać o zwycięstwach i porażkach... o tym co sprawia, że nasze życie jest piękne i pełne barw i smaków... dźwięków i ciszy w której można odkryć samego siebie i to co naprawdę ważne
A teraz muzycznie - coś co mnie porusza i sprawia, że nadal walczę o życie:



Siła serca a tym samym siła wszystkiego co w nim jest - o to klucz do tego by bardziej stawać się niż mieć
Trochę sentymentalnie w ten już jesienny wieczór i dobrze mi z tym Taka chwila by się zatrzymać... uciec gdzieś sercem w góry i posiedzieć na skalnej półce... dać się otulić halnemu... poczuć każdą komórkę ciała... zajrzeć w siebie i sprawdzić gdzie się jest w tej podróży dorosłego mężczyzny... wojownika... romantyka...

witajcie ponownie w moim lesie... w mojej krainie...
Witajcie ponownie w Senirian



niedziela, 1 maja 2011

tak zwyczajnie

Jasiu tak z głębi serca i wszystkiego kim jestem dziękuję Ci, że byłeś.... ale i że nadal Jesteś

i ogromnie dziękuję Ci za to:
Bądźcie mocni... Miejcie nadzieje...

Wiem, że Jesteś przy nas i modlisz się za nas Dziękuję za Twoją naukę Życia i Miłości

Tak zwyczajnie z głębi serca 

niedziela, 24 kwietnia 2011

Życie w obfitości....

Kochani radosnego pełnego wiosny i życia czasu... Niech wszystko budzi się w Was do tego co nowe i nieoczekiwane




niech zabrzmi w Waszym życiu głośne Alleluja :) 

niedziela, 3 kwietnia 2011

tajemniczy świat...

witajcie
Dziś króciutko... trochę w nawiązaniu do wczorajszego posta Są takie dzwięki, które na długo zapadają w pamięć... serce a wręcz zostają tam na zawsze
Dziś pokonał mnie... wzruszył... sprawił, że przez chwilę dusza poleciała gdzieś daleko w góry by zaczerpnąć mądrości Wszechświata....
Nie ma co pisać... trzeba posłuchać... sercem... duszą.... całą osobą....

Zatem miłego słuchania


sobota, 2 kwietnia 2011

to co niewidzialne...

Na początek bez pompatyzmu i nadymania się:
Brakuje Cię Jasiu Pawełku... Dzięki, że jesteś naszym przyjacielem... i cieszę się, że śmiejesz się tam w cudnej Krainie :)



Witajcie po kilku dniach przerwy :) Wiosna już całkiem całkiem się rozgościła, co naprawdę ogromnie mnie cieszy i wszystko wskazuje, że życie powoli zaczyna płynąć... może jeszcze nie wartkim strumieniem, ale przecież każda wielka rzeka zaczyna od małego strumyczka :)
Wiosna też odkrywa tajemnice Matki Ziemi... bo przecież na długo nim zobaczy się przebiśniegi... nowe listki na drzewach... radośnie zielone źdźbła trawy Ona już pracuje niewidzialnie... i właśnie o tym dziś post... o tym co niewidzialne...


W sumie mógłbym zakończyć tego posta na tym zdjęciu, a bardziej na tym co jest napisane pod nim.
Jest tyle niewidzialnych rzeczy, które nadaje życiu kolor, które warto pielęgnować w sobie... i dodałbym jeszcze głos kochanej osoby. Czasem szeptany... czasem zaspany o poranku... słyszany w słuchawce...

dobrej nocy moi drodzy

wtorek, 22 marca 2011

nareszcie :)

dłuuuugo musieliśmy czekać, ale o to jest: oczekiwana jak świt po ciężkiej nocy... jak zapach i ciepło ciała ukochanej osoby po długiej rozłące... jak pocałunek - pierwszy, czekany, magiczny... Wiosna się rozgościła już nie tylko w sercu, ale też za oknami Wita każdego dnia ciepłym powiewem wiatru pachnącego tym co Nowe i niosące życie... promieniami słońca... radosnymi trelami ptaków... i nawet dzień zdaje się wydłużyć, by dać szansę słońcu obudzić wszystko do życia... Oto po zimie płynie na nowo Strumień Życia w ziemi... kwiatach... drzewach... ptaszkach i zwierzaczkach... i we mnie zaczyna przynosić zew wolności i życia.
Czasem mam taki sen...
Idę razem z Nią ciemną ścieżką przez las Trochę jest niefajnie, bo są połamane drzewa... krzaki z kolcami... tak jakby przeszedł tędy pożar zabijając wszystko i tylko gdzieś słychać pomruki jakiegoś dziwnego zwierza... tajemniczego i niebezpiecznego. Kryjącego coś mrocznego... przygnębiającego jak widok spalonego lasu, w którym nie ma już życia... Ziemia zdaje się jeszcze jęczeć w bólu po straconych dzieciach... szansach...nadziejach...
Pomimo tak strasznego widoku pojawiają się na końcu ścieżki przebłyski  życia... Jakby jeszcze przez dym zaczynają się przebijać promienie słońca... zaczynamy iść prędzej... i z powodu nadziei na te promienie słońca, ale i dlatego, że ta "mroczna istota" zdaje się być co raz bliżej drwiąc z naszego lęku... jakby chciała pokazać: po co się spieszycie? tam nic nie ma To tylko głupia nadzieja...
Jakby zaciskała się pętla na naszych szyjach... odbierając oddech... nadzieję... a zaciskając się mocniej sprawia, że zaczynają łzawić oczy przez co trochę słabiej widać to co przed nami... ale wiemy, że musimy iść cały czas na przód. Czujemy się ścigani... Słyszymy drwiący śmiech, że na nic nasze starania, ale ciągle idziemy w stronę promieni...
I nagle dobiegamy na skraj lasu. Nasz prześladowca stając w Świetle ginie...
Promienie słońca zrywają z nas pęta... biegniemy radośnie boso po nieziemsko zielonej trawie mokrej od rosy... polana pełna jest kwiatów... ptaków...  wszystko jest dla nas w obfitości... Specjalnie dla nas... pełne życia i piękna... i dom drewniany z gankiem i czekającą tam na nas pyszną lemoniadą i wreszcie wszystko stało się Nowe


i życie zaczęło się w rozkwicie i zachwycie :)

ehhh i aż się nie chce człowiekowi otwierać oczków, żeby wstać...

i chyba na koniec tego wiosennego dnia tego chcę Wam życzyć... Wiosny w życiu... Miłości, która przemienia... Wiary takiej jaką mają kwiatki, które wychodzą do słonka żeby zachwycać świat... Nadziei na wszystko co Nowe w życiu i nic co stare nie musi trwać
i wyjdźcie sobie na polankę i zaczerpnijcie po brzegi w siebie wiosenne powietrze pełne Strumienia Życia :)
I czasem warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa... pozwolić by nowe źdźbła trawy radośnie smyrały bose stopy... zatrzymać się by powąchać kwiaty... przytulić się do drzewa... poleżeć na polanie i posłuchać bicia serca Matki Ziemi :)

i na koniec wiosenne granie:)
(niestety tylko taką wersję znalazłem)


czwartek, 17 marca 2011

obrazy... utwory... i to co ważne

Czasem pojawia się takie coś... Obraz... film... piosenka... wspomnienie... które przywołuje to, co najgłębiej w Nas i powoduje, że trzeba stanąć w "konfrontacji" z tym co ważne... a co może przykryła jakaś warstwa kurzu...

Pierwszy jest Matt... Koleś, który tańczy po świecie by pokazać, że szczęśliwy świat jest możliwy i że należy go przytulić. Niesamowitą ma wymowę piosenka a raczej pieśń w podkładzie To Praan Modlitwa o tym, że płynie w Nas ten sam strumień co w Matce ziemi i on może spowodować w Nas nowe życie... trochę już o tym pisałem więc mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi... zatem przedstawiam Wam Matta:


Pamiętam jak wielkie wrażenie i jak wielki ślad zostawiło na mnie to, co zobaczyłem i co z sobą niesie ten człowiek... do dziś jest to dla mnie ogromnie ważne...
Ta niesamowita radość z życia i ta modlitwa w tle...
Tak myślę, że świat dziś potrzebuje żeby go przytulić... Być może potrzebuje "świrów", którzy powiedzą: ten świat jest piękny pomimo szarości i warto go przytulić

Jest też pewnien utwór, który mnie poruszył ostatnio
jakoś to wszystko mnie poruszyło i wywołało we mnie dotknięcie ważnych rzeczy, które były i są we mnie:


w sumie to chyba nie ma czego dodawać Zostawiam Was z tym wieczornie i refleksyjnie

środa, 9 marca 2011

to co Nowe... wiosna... kwiatki... i wszystko co rozkwita w sercu

Witajcie
Wiosna powoli się rozkręca więc na blogu też nowa piosenka... (człowiek nie czyje jak rymuje :) ) na zmianę szaty nie mam póki co koncepcji i jakoś mi dobrze w tym lesie... a Wam?

Jakoś ostatnie dni kołysałem w sobie te słowa o Nowym, które odmienia życie... i tak staram się w zachwycie patrzeć na świat... na moje serce... Niesamowitą mądrość niesie z sobą życie i Wszechświat... To co nas otacza zdaje się pokazywać z całych sił: Zobacz! Odradzamy się do Nowego... Życie w nas płynie... i w Tobie płynie ten sam Strumień Życia... napełnij się nim po brzegi i żyj pełnią Miłości.

Może czasem trzeba na chwilę "umrzeć", żeby móc się odrodzić pięknie? Chyba tak jest...
i jak przyjmuję do serca ten Strumień Życia to patrzę też na to, co tam się dzieje... Wierzę i wiem, że to taki czas... Trudny, ale i pokazujący na to co najważniejsze i najpiękniejsze. Wiem, że nadchodzi Nowe we wszystkim... i już bardzo na to czekam. Póki co jest we mnie wierność wyborowi i każdego dnia na nowo dokonuję tego jednego jedynego słusznego i z odwagą idę w kolejny dzień walcząc by wygrać...

Czasem z tym czekaniem jest jak w tej bajce, którą możecie przeczytać za chwilkę... to jakieś dla mnie odkrycie niesamowite i bardzo te bajki polubiłem. "Pan Kuleczka" - bajki,w których występują: Kaczka Katastrofa, pies Pypeć, mucha Bzyk-Bzyk i opiekującym się nimi tytułowym Pan Kuleczka :) niosą też coś dla dorosłych :) jak to bajki :)


Tajemnica
"Pies Pypeć miał tajemnicę. Nikomu nie mógł o niej powiedzieć. Ta tajemnica mogła sporo zmienić. Nie tylko w jego życiu, ale także w życiu Pana Kuleczki, kaczki Katastrofy i muszki Bzyk-Bzyk... Tajemnica była okrągła, zimna i niewielka. Nazywała się pięć złotych. Pojawiła się dawno temu - jeszcze jesienią. Raz, kiedy byli wszyscy w sklepie, Pypeć podszedł do pani sprzedawczyni i gdy nikt nie widział, dał jej swoje zbierane od dawna monety. Pani przeliczyła je uważnie, a potem podała mu te właśnie zimne pięć złotych. Bo Pypeć miał plan. Na parapecie w ich mieszkaniu stały skrzynki. Kiedyś coś w nich pewnie rosło, ale już od dawna była w nich tylko ziemia. Gdy wrócili do domu, cichutko otworzył okno i wsunął pięć złotych do skrzynki z ziemią.
Mijały dni... Pypeć często wyglądał przez okno. Liście opadły z drzew, spadł śnieg, potem stopniał, ale potem znów spadł i Pypeć pomyślał, że zima nigdy się nie skończy. Bo Pypeć czekał na wiosnę. Wiosną słońce zacznie przygrzewać, na gołym drzewie za oknem pojawią się plamki liści i zaśpiewają ptaki. Tak powiedział Pan Kuleczka. I jeszcze powiedział, że wiosną wszystko rośnie.
- Ja też urosnę! - zawołała wtedy Katastrofa - Będę wielka jak szafa i wszyscy będą się mnie słuchać!
Pypeć trochę się przestraszył. Ale zaraz powiedział, że jak ona się zrobi jak szafa, to on będzie wielki jak dom, a Bzyk-Bzyk jak piłka plażowa! Pan Kuleczka próbował tłumaczyć, że aż tyle nie urosną, ale oni wcale nie byli tacy pewni. Najważniejsze - tego Pypeć był prawie pewien - że z jego pieniążka wyrośnie dużo nowych, małych, okrągłych i zimnych monet. Kupią za nie w końcu nowy parasol dla Pana Kuleczki, mnóstwo ubranek dla Bzyk-Bzyk i nie wiadomo co jeszcze. Może nawet samochód?
To było dawno. Od tego czasu Katastrofa urosła, ale do szafy na szczęście jeszcze jej sporo brakowało. A nawet do nocnej szafki Pana Kuleczki. Dziś od rana słońce przygrzewało tak mocno, że chyba musiała już być naprawdę wiosna. Pan Kuleczka uśmiechnął się radośnie i otworzył szeroko okno.
- Chodźcie, chodźcie! - zawołał. - Zobaczcie, co nam wyrosło! 
Pypeć popędził, potykając się o własne uszy. Katastrofa i Bzyk-Bzyk za nim. Pypeć wyobrażał sobie, jak się wszyscy zdziwią, skąd się wzięło tyle pieniędzy, a on im będzie tłumaczył, a potem pójdą na zakupy i...
- Ojej, co to? - zapytał zdziwiony.
Zamiast małych zimnych monet ze skrzynek wyrastały jakieś delikatne kolorowe kwiatki.
- To krokusy - wyjaśnił krótko Pan Kuleczka.
- Ale, ale... Skąd...? - zaczął Pypeć. 
- To naprawdę tajemnicza sprawa - powiedział Pan Kuleczka. - Wyobraźcie sobie, że gdy jesienią robiłem tu porządki, znalazłem w skrzynce pięć złotych. Kupiłem za nie cebulek i zasadziłem. Prawda, że pięknie wyrosły?
- Ale... - zaczął znów Pypeć.
- Nie myślałam, że z jednego pieniążka może wyrosnąć tyle radości - przerwała mu zachwycona Katastrofa.
A Pypeć już nic nie
:) 
Czasem to chyba tak właśnie jest, że małe rzeczy mogą dać dużo radości i życzę Wam wieczornie takiej radości 
i słuchania serca

niedziela, 6 marca 2011

wiosenny Strumień Życia

Ostatnie dni minęły pod znakiem przemyśleń... radości ze spotkania... bólu, że jest jak jest... i też bólu fizycznego. Chyba aktywowały mi się wyszomiry (moja nazwa robocza wrzodów), wszak wiosna więc helicobacter szaleje :/

No właśnie co do wiosny... Byłem dziś rano na przecudnym spacerze i pomimo, że nie spotkałem żadych powalających dowodów na wiosnę, to czuję ją każdą komórką ciała...
Wiosna moi drodzy wkracza w nasze życie i nawet jeśli jeszcze czasem powieje zimny wiatr to grzejące mocniej słonko... śpiew ptaków... wyrywające się do świata nowe źdźbła trawy... zapach wiosny są zwiastunem nadchodzącego Nowego nie tylko w przyrodzie... Tak mam, że to również zapowiedź Nowego w życiu i wierzę w to Nowe z całych sił. I tak jak przyroda musi zawalczyć o życie tak czasem trzeba zawalczyć o to co naprawdę w życiu ważne i nadać temu Nowy sens... kształt... jakość... I w całej tej mojej naturze Wojownika jest ogromy zapał i chęć do walki i wygrania i wiem, że dokonam tego. I nie jest ważne to, że czasem pojawia mi się lęk przed tą walką... czasem nawet bardzo dojmujący. Wiem, że to respekt przed "przeciwnikiem", który budzi również uważność na swoje kroki, by nie popełnić błędu... na błędy już mnie nie stać i nie mogę sobie na nie pozwolić. Patrzę uważnie pod nogi i na każdy krok i proszę Boga i Wszechświat żeby wszystko ustawili na swoim miejscu, żebym mógł walczyć i wygrać i wiem, że Anioły stoją w pogotowiu żeby wsierać mnie w tej walce... nie tylko te niebieskie...
Ostatnio rozmawiałem z moim przyszytym bratem A. Czasem żałuję, że nie jest moim rodzonym:) Te nasze rozmowy czasem są o niczym ważnym a czasem mamy taką jak ta... i warto usłyszeć takie słowa, żeby nabrać jeszcze więcej odwagi... "Chłopie zmeiniłeś się bardzo i to dobrze a teraz walcz dalej, bo wiem, że wygrasz..." To prawda. Jeszcze nigdy nie miałem w sobie takiej woli walki i wiary w to, że wszystko jest w zasięgu ręki Więc i ta nadchodząca wiosna jest dla mnie zwiastunem nadchodzącego Nowego.

Trochę mnie stresuje helikobacter i prawdopodobieństwo wyszomirów i jakoś w tym kawałku pojawił mi się też lęk o zdrowie... bezpieczeństwo... Nie tylko tych, których kochamy... ale moje własne, żebym miał dość siły by walczyć. To zatroszczenie się o siebie i bezpieczeństwo.
Jakiś czas temu bardzo mnie poruszył ten filmik i nadal mnie porusza (kiedyś już go wrzucałem):



Dbanie o siebie dla drugiej osoby jest czymś więcej niż troską... To po prostu Miłość.
I nie chodzi tylko o zapinanie pasów w samochodzie... to dbanie o zdrowie... żywienie... wysypianie się Jednym słowem zdrowy tryb życia, żeby mieć co świętować i z kim
żeby poczuć wiosnę... wpuścić ją do siebie przez nos i zaczerpnąć jej siłę do życia pełną piersią...
Ta sama siła która płynie przez świat płynie również w Nas...
Ten sam Strumień Życia, który budzi do życia kwiaty... drzewa... cały świat, płynie również w Nas... płynie w Tobie... przepływa w Twoich żyłach... każdej komórce

Życzę Wam żeby ten strumień dał Wam to co Nowe i dbajcie o siebie

Życie jest piękne

Dobrej nocy


niedziela, 27 lutego 2011

wierność wyborowi


Jeśli w szukaniu Bożej mądrości
Ufać Świętemu Augustynowi
Miłość - to wybór drogi miłości
I wierność wyborowi..

Czym klęska i czym wielkie brawa
Czym leczyć gorycz bezradności
Czym sukces i czym wielka sława
Gdy w życiu nie ma się miłości

Czym dom pachnący goździkami?
Czym domu pobielone ściany?
Gdy brak miłości między nami
Gdy się w tym domu nie kochamy

Czym wyśpiewane z serca pieśni
Czym najcudniejsze w pieśni słowo
Czym smak truskawek i czereśni
Bez tego kogoś co jest obok

Czym susza i uschnięta jabłoń?
Czym bieda i wysokie ceny?
Gdy na nas takie szczęście spadło
Że wzajem kochać się umiemy

Niesamowite i bardzo żywe we mnie są te słowa... Pamiętam zapach naszego domu taki bezpieczny i niepowtarzalny. Jego wystrój... duszę... Anioły siedzące na szafie... i miłość w tym domu
I też to wszystko co robiliśmy razem: głupotki mniejsze i większe... wspólne wspieranie się i zaufanie...
Najpiękniejsze chwile o poranku kiedy otwierałem oczy a obok spokojnie spała Ona...
Wiem, że to wszystko nie jest stracone i nie jest bez znaczenia. Również teraz dzieje się sporo i to taki czas na cichą czułość... na walkę... na popatrzenie na to co jest najważniejsze I to też czas na wierność wyborowi... Wybrałem Miłość i jestem temu wyborowi wierny - może to nie modne i wielu wyda się bez sensu, ale takim jestem Mężczyzną... Wojownikiem... Gwałtownikiem...
Pewnie schrzaniłem w życiu wiele, ale dorosłem i nie muszę już szukać... Znalazłem wszystko
Świt ocalił nas przed nocą...
To największy Cud w moim życiu

Życzę Wam odnalezienia i rozpoznania Waszego Cudu w życiu

środa, 23 lutego 2011

te trzy....

Mówią, że są trzy... wiara nadzieja i miłość... z nich zaś największa jest miłość... kurcze ile jest w tym mądrości. Gdyby nie miłość nic nie miałoby sensu... pewnie, że miłości nie wsadzi się do przysłowiowego garnka i nie zrobi z niej zupy, ale jakoś chyba bez miłości nic nie jest warte niczego... przypomina mi się pewna baśń ze wschodu:

Pewnego dnia przy domu na polanie pojawiło się trzech wędroców... Wyszła do nich kobieta i zapytała czy może chcą wejść umyć się i posilić. Wędrowcy odpowiedzieli, że nie mogą ponieważ nie ma jej męża i siedzieli dalej przed domem... popołudniu wrócił mąż i zapytał swojej ukochanej kim oni są. Odpowiedziała mu, że to wędrowcy, ale czekali aż on wróci, żeby móc wejść. Wyszedł do nich ów mąż i zaprosił ich na wieczerzę i spoczynek. Odpowiedzieli mu: Jest nas trzech: Nazywamy się Szczęście, Dostatek i Miłość, ale wejść do Ciebie może tylko jeden z nas. Od Was zależy kto... Mężczyzna wszedł do domu, żeby naradzić się z żoną. Opowiedział wszystko jej a ona na to: Zaprośmy Dostatek - nie będzie nam brakować pieniędzy... mąż na to: Nie zaprośmy Szczęście wtedy i pieniądze będą... na to wszystko odezwało się ich dziecko: Zaprośmy Miłość będzie cudownie... po chwili zastanowienia mężczyzna wyszedł przed dom i powiedział: Chcemy zaprosić Miłość. Zdziwił się ogromnie, kiedy za Miłością podążyło i Szczęście i Dostatek Zapytał Miłość: Dlaczego idziecie w trójkę?
Odpowiedziała Miłość: Widzisz my jesteśmy jednością, ale tylko wtedy gdy ja jestem pierwsza Wtedy wszystko inne jest na swoim miejscu i idzie za mną... Gdybyście zaprosili Dostatek ja nie mogłabym wejść...

I jakoś po tej baśni mam parafrazę Ewangelicznych trzech cnót... Wiara Nadzieja i Miłość.. te trzy z nich zaś największa jest Miłość...
i tak jak wspomniałem wcześniej - pewnie, że samej Miłości nie da się włożyć do garnka i zrobić zupy... ale bez niej i praca i dostatek i fajne żarcie nic nie znaczą... są tylko rzeczami To Miłość nadaje sens wszystkiemu i chyba największym szczęściem w życiu jest odnaleźć tą właśnie Jedyną Miłość... Ja ją odnalazłem, ale niestety schrzaniłem po drodze i teraz muszę walczyć... Życzę Wam, żebyście odnaleźli właśnie tą jedyną Miłość i dbali o nią najbardziej na świecie...
Tak muszę walczyć, bo oślepił mnie egoizm i jakieś dziwne zakręcenie na własnych "halo"... potem doszło skamieniałe serce - i nie chcę rozprawiać teraz dlaczego ani pisać o przekleństwach pokoleniowych itd... miałem skamieniałe serce i teraz muszę się z tym uporać i walczyć.. ale wiem, że to najwiażniejsza walka w moim życiu... walka o wszystko... o życie... o Miłość... o siebie... i wiem, że ją wygram i jeśli tylko mogę bardzo Was proszę o towarzyszenie modlitwą, dobrą myślą i posyłaniem Aniołów
wierzę, że Bóg chce dobra... że kiedy Wojownik czegoś chce to cały Wszechświat staje po jego stronie... Anioły ustawiają wszystko na swoim miejscu a Wojownik ma walczyć
i robię to ze wszystkich sił i wiem, że wygram, żeby móc potem siąść przy ognisku w domu razem z Nią i dać Jej trofea z tej wojny... a później przyjść tutaj i opowiedzieć Wam o tej cudownej walce, którą wygrałem.
Wierzę w to najbardziej na świecie i proszę Wszechświat by stał przy mnie... i Was też proszę

Wierzę, że duch dobrych Wojowników jest w nas... i że wszyscy jesteśmy częścią świata Ten sam strumień życia płynie w Nas i we Wszechświecie... Jesteśmy jednością z nim... Jesteśmy jednością z Matką Ziemią... To również w Nas płynie prastara siła życia i prastara mądrość...

Wierzę, że z każdym dniem będę ją widział i rozumiał bardziej... i Wam kochani tego życzę dobranocnie

wtorek, 22 lutego 2011

brak słów zwyczajnie



Prawda, że troszkę cieplej? :)

Mróz pewnie i Wam daje w przysłowiową kość... Każde moje wyjście na zewnątrz okupione jest przemyśleniem poważnym ilości zakładanej dzianiny i nabraniem odwagi na spacer... a jak :) Nie poddałem się i spaceruje nadal... Bardzo lubię odgłos skrzypiącego śniegu pod nogami... ehhh Ma coś w sobie niesamowitego... ale po takim spacerze bardzo lubię zaparzyć herbatę z pomarańczą... niesamowity aromat a do tego smak i cała reszta doznań nie tylko smakowych...
Wróciłem jakiś czas temu właśnie ze spacerku i postanowiłem coś napisać...

Są takie rzeczy, które zapadają, kiedy się je zobaczy, na całe życie... nawet nie rzeczy - coś niesamowitego jak spadająca kropla rosy w majowy poranek... Jak dotyk Anioła... jak dotyk duszy z duszą...
I jak spotykam się z czymś tak pięknym wiem, że ten świat można ocalić od tego co głupie i niefajne, bo są na świecie niesamowite osoby...
I jakoś ten mróz nie straszny, kiedy Aniołowie podsyłają takie cudeńka

A wracając do herbaty z pomarańczą... Kiedyś pisałem o tym i nadal jest we mnie tęsknota, ale często tak jest, że tylko z tą jedyną osobą coś ma ten niepowtarzalny smak... jest niesamowite... magiczne... jedyne na świecie...
Jest też tak wiele czynności, które wiążą się z kimś jedynym tak bardzo, że można powiedzieć: Najbardziej na świecie lubię wszystko robić z Tobą...

i takich Aniołów Wam życzę wieczornie

piątek, 18 lutego 2011

fascynacja?.....

mam teraz taki czas... refleksji... walki... tęsknoty. I trochę las mi w tym pomaga.... zatrzymanie się na chwilę... modlitwa... wgląd w siebie... spojrzenie na to co za mną i na to co przede mną...
Lubię tak świętować życie, chociaż czasem jest tak trudno, bo czuję się w tym trochę osamotniony i tak fizycznie nie mam z kim tego dzielić...

Czasem są takie wydarzenia w życiu, które wywierają niesamowity ślad w sercu i ciągle są obecne... Takich chwil było bardzo wiele... Noszę je wszystkie w sobie i pielęgnuję, bo wiem, że są najważniejsze w moim życiu... i nie chcę ich stracić ani zapomnieć... Stały się częścią mnie i mojego życia.

Symbole...
Tak o tym myślę, że są bardzo ważne w życiu.... Dają komunikat, że nie są tylko frazesem... farsą... czymś pod wpływem emocji i chwili, ale mają swój głęboki sens... Są dawane jako wyraz czegoś bardzo ważnego i niosą ze sobą ogromną moc.
Dla mnie są bardzo ważne i kiedy patrzę na nie z perspektywy czasu widzę całą ich powagę i znaczenie. Wszystko co w sobie mają i co z sobą niosą... i jestem świadomy tego "ciężaru" i odpowiadzialności... tak. Według mnie, żaden symbol... żaden znak... żaden gest... nie jest bez znaczenia. Wyraża najpiękniejszą i najprostszą czułość i wszystko to co niesie z sobą. Czasem jest tylko pozornie czymś ulotnym, ale ma moc przemieniać życie... Rozgaszcza się w sercu i całym życiu... wszystkim kim jesteśmy, żeby pokazać: Zobacz! Jestem tu Chcę odmienić Twoje życie... Twoje serce... Twojego ducha... i tylko od nas zależy co z tym zrobimy... i ciężko czasem jest skonfrontować się z tym, że nie zauważało się tego... że kiedy nadciągały ciemne chmury nie pamiętało się o tym tylko dawało się wkręcić we własne lęki... to co niepoukładane...i pojawia mi się złość na siebie samego, że byłem taki ślepy... że dałem się tak wkręcić... że gdybym to pokonał wtedy, wszystko byłoby inaczej... i co z tego, że wpada mi teraz w serce piosenka Domu o zielonych progach "Mogę dać Ci uśmiech mój"... "szkoda, że nie ma Cię tu... wszystko byłoby prościej... Szkoda że nie ma Cię tu wszystko byłoby inaczej..."

Trochę nostalgicznie w ten wieczór, ale taki mam czas i nie wstydzę się łez, które pojawiają się, kiedy to wszystko jest we mnie tak żywe... Pamiętam jak ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwy facet nie płacze... chyba nie słyszałem większej bzdury... łzy to wyraz naszej wrażliwości... serca... tego kim Jesteśmy i nie wstydzę się tego... czasem wzruszałem się nawet na reklamie... cóż może to taki los wrażliwców...
Pamiętam jak popłakałem się na tej reklamie:



Kurcze czasem wkurzałem się, że jestem takim wrażliwcem i że może to jakieś przekleństwo, ale zobaczyłem, że to dobrze, że na świecie są wrażliwcy... i że to nie jest coś złego, że ktoś ma tak wrażliwe serce i duszę... ważne żeby się w tej wrażliwości spotkać... zrozumieć... pokochać... przyjąć jak największy dar i cud... i dziś jestem szczęśliwy z tego, że mam taką wrażliwość...
ale jest też tak, że czasem temu co złe na świecie nie podoba się, to co piękne i wzruszające... i próbuje to wszystko zagłuszyć... sprawić skamieniałość serca... ale chyba chodzi o to żeby zawalczyć o to co najważniejsze w życiu...

I Wam życzę walczenia o to co w życiu najważniejsze i żebyście nigdy się nie poddawali

sobota, 12 lutego 2011

co w duszy gra...

Witajcie

Dziś mam dzień muzyczny... i przyglądam się co się dzieje w tym kawałku... Mam kilka utworów tak bardzo moich, ale jest całe mnóstwo muzycznych perełek, które kiedy je usłyszę kojarzą się z konkretną osobą i konkretnym czasem... Kiedy ich słucham jakoś mimo woli pojawiają się obrazy związane z tą osobą i tym co się działo przy tej piosence i często tych wspomnień jest bardzo wiele, bo przecież jak się ma "nasze" piosenki to nie słucha się ich tylko raz... i wtedy oprócz tej muzyki pojawia się również ta osoba... czasem pojawia się uśmiech... czasem łzy... tęsknota...

Tworzę kolekcję takich utworów i pewnie nazbiera się z tego kilka płyt... póki co dźwięki radośnie rozgaszczają się w sercu
Podobnie mam z zapachami... jest kilka takich, których nie zapomnę do końca życia i za którymi tęsknie ogromnie...
Zapach ciała... tak niesamowity i niepowtarzalny... tak osobisty i znany... i oczywiście nie mam na myśli żadnych perfum. Zapach osoby - cudowny... bezpieczny... kochany...
Zapach świecy woskowej...
Zapach wiosenego deszczu...

I jeszcze smak... który czasem łączy się rónież z zapachem...
Smak chleba pieczonego na liściu kapusty...
Smak białego sera robionego jak kiedyś nasi dziadkowie...
Smak mleka prosto od krowy...

Smak i zapach wina i chleba podczas Wieczerzy w kościele...
To niesamowite świętowanie życia... Błogosławieństwa... zapach i smak wina i chleba...

tak wiele rzeczy zostaje w sercu... dzwięków... zapachów... smaków... obazów... i warto je często odwiedzać... Odwiedzacie? Ja bardzo lubię to robić

Tak więc na dziś - na teraz w duszy grają mi dźwięki... smaki... zapachy Pielęgnuje je w sobie i odwiedzam i cieszę się, że je mam

A Wasze "kolekcje" jak się mają?

Póki co życzę Wam spokojnego popołudnia i wieczoru

piątek, 11 lutego 2011

wiosennie

Witajcie po kilku dniach przerwy

Wiosna idzie Czuje ją w ciałku - którego troszkę mam, ale sukcesywnie w ramach porządków pozbywam się zbędniejszych gramów, które przeobrażają się w dekagramy no i w rezultacie w kilogramy :) może nie jest ich póki co bardzo wiele, ale troszkę już jest - bardziej wtajemniczeni i kibicujący wiedzą ;)
Ale wiosna również w duszy i sercu gdzie rozgościła się miłość a teraz dołączyła wiara i nadzieja i śpiewają ptaszki wróbelaszki i takie tam :) no i siłą rzeczy jest też troszkę sentymentalnie i wspominkowo, ale i to jest potrzebne, ażeby móc popatrzeć na wszystko wokół z nadzieją i radością. Cieszyć się małymi pięknymi rzeczami, które podsyłają nam Aniołowie - i Ci którzy żyją obok nas i z Nami, ale i te, które schodzą z nieba, by dać trochę radości

Ostatnio dużo spaceruje - i to nie tylko ze względu na porządki z nadmiarem gramów:) ale również ze względów zdrowotnych - i lubie sobie wejść do parku albo lasu... co prawda jeszcze nie ma cudacznych żonkili ani hiacyntów ani innych kwiatków wiosennych, ale słychać radosne trele ptaków, które jakoś tak są w tym czasie dla mnie pokrzepieniem... i lubię nabrać pełną piersią powietrze tak czyste i zwiastujące właśnie wiosnę w życiu... Zaczerpnąć i porozkoszować się nim... poczuć jak wypełnia całe ciało i duszę... jak rozlewa się w sercu i płynie do każdej komórki i zapala światło nadzieji i radość...

Macie swoje ulubione miejsce na spacery?

Radosnego szukania wiosny Wam życzę i zmykam na spacer... :)

czwartek, 3 lutego 2011

czasem lubię....

poprodukować się kreatywnie... Popełniłem kilka rzeczy ale niestety nie mam póki co jak ich uwiecznić w postaci nadającej się na bloga. Jak tylko uda mi się tego dokonać pewnie się pochwalę... To taki pozornie niemęski kawałek i pewnie widok dorosłego faceta z farbkami... zestawem do cracklowania... serwetkami i tego typu sprzętami mógłby bawić, ale to naprawdę jest coś pięknego... Tworzyć coś z niczego... Wspominałem chyba już, że jakimś cudem uniknąłem zagłady romantyków i tego typu mężczyzn, ale ja naprawdę lubię to robić i jest to dla mnie spotkanie z pięknem...
Chcę Wam przez to wszystko powiedzieć, że pomimo tego iż czasem w życiu przychodzi czas walki i bywa ciężko to warto pamiętać o tym co piękne... a wtedy wszystko staje się piękne... Tak ja o tym myślę i tak staram się przyżywać też ten trudny czas, który mam teraz... w walce... bez domu jako miejsca, do którego wraca się każdego dnia... w tęsknocie niewypowiedzianej...
więc też ten czas jest z wielką nadzieją na lepsze jutro... i jeszcze większą miłością. Z odwagą i siłą wojownika, który staje do walki w słusznej sprawie i któremu sprzyja cały Wszechświat... armia Aniołów pomaga mu podczas bitw, siły niebiańskie ustawiają każdą rzecz na odpowiednim miejscu i sprawiają, że wojownik może dać z siebie wszystko.

Sztuką jest dojrzeć promyk światła tam, gdzie inni widzą tylko ciemności i tego Wam bardzo życzę
i zachwytu nad pięknem małych prostych rzeczy

Paweł

środa, 2 lutego 2011

w drodze...

"Wojownik światła zasiada z przyjaciółmi przy ognisku. Opowiadają o swoich przygodach i zdobyczach. Wszyscy są dumni z życia, jakie wiodą i z walki w imię dobrej sprawy, dlatego każdy nieznajomy, który się do nich dołącza, jest zawsze mile widziany. Wojownik wie, jak ważne jest dzielić się z innymi swoim doświadczeniem. Opowiada z entuzjazmem o swoich perypetiach, o tym jak udało mu się uniknąć zaczepki, jak wybrnął z tarapatów. Kiedy przywołuje swoje przygody, robi to z pasją i romantyzmem. Bywa, że trochę ubarwia swoje opowieści. Pamięta o tym, że i jego przodkowie też przesadzali od czasu do czasu. Dlatego może sobie pozwolić na to samo, pod warunkiem, że nigdy nie pomyli dumy z próżnością, ani nie uwierzy we własną przesadę."

Paulo Coelho



Witajcie...
Bardzo długo ten projekt był zawieszony w cyberprzestrzeni i chyba jeszcze dłużej nosiłem się z zamiarem rozpoczęcia przygody z pisaniem w przestrzeń... no właśnie wcale nie taką bezosobową, bo mam nadzieję, że wielu z Was przybędzie to tego lasu, by siąść na pniu... poczytać... zadumać się... pośmiać się... powspominać swoje walki... a może i te, które stoczyliśmy razem i te, które jeszcze przed nami...
Rozgośćcie się

Stoczyłem w życiu wiele walk, ale teraz toczę tą najważniejszą... o Miłość... o życie... o wszystko co w życiu jest naprawdę ważne, a bez czego nic nie ma wartości... i to co naprawdę ważne ma konkretne imię...
Czasem zastanawiam się, czy nie jestem aby jakimś zagubionym facetem spośród wymarłych romatyków, który cudem uchował się przy życiu, ale twardo stąpam po tej cudnej Ziemi i dziękuję Wszechświatu, że tak wiele mnie nauczył... zwłaszcza w ostatnim czasie
hmmmm to chyba trochę też będzie opowieść o drodze do dorosłości i codziennej walce Wojownika i Wilka, bo tak zostałem nazwany pewnej grudniowej nocy, kiedy spotkałem i rozpoznałem moje miejsce na ziemi... mój dom...

teraz wracam do tego co najważniejsze i najpiękniejsze, bo po drodze do tej dorosłości dałem się złapać w sidła...

Ale też działy się i dzieją cudowne rzeczy w życiu i w duszy, więc i tym chciałbym z Wami się dzielić w tym lesie... w tej krainie Senirian, która nie jest tylko krainą snów,gdzie spotkałem moją Wilczycę... Ta kraina staje się tu i teraz każdego dnia i wcale nie chodzi tylko o życie marzeniami i snami... bo trzeba twardo stąpać po ziemi i wszystko czego doświadczamy nie jest snem tylko pięknym życiem i tego bardzo serdecznie Wam życzę dobranocnie

Paweł